4 Czerwca odszedł gen. Józef Haller – zostawił nam testament

Dodaj komentarz

Czerwiec 4, 2013 - autor: costerin

Czy testament Józefa Hallera, którego Stefan Kardynał Wyszyński nazwał „błękitnym sługą Maryi i zasłużonym synem Narodu”, jest możliwy do wykonania w obecnych czasach?

Sądzę, że jest, ale  pod warunkiem, że naród polski  uda się o pomoc do Maryi  i zawierzy Jej tak mocno, jak uczynił to gen. Haller, o którym napisano, że był „rycerzem chrześcijańskim z Królową Korony Polskiej w sercu i na ryngrafie” i człowiekiem, „którego szabli nigdy nie splamiła kropla krwi bratniej, ani duszy wygórowana żądza władzy”.

 Z przeważającymi siłami wrogów może odnieść zwycięstwo jedynie nieśmiertelny duch narodu, mocny wiarą w Boga  i przywiązaniem do ziemi ojców. Żadna cena nie jest za wysoka dla obrony takich wartości, których stawką jest ocalenie narodu przed planowaną zagładą  i życie wieczne.

4

                               General Józef Haller na rynku w Kościerzynie

Teresa Bloch

 

Historia i Współczesność

 

Józef Haller – człowiek czystych rąk i serca

(1873-1960)

NPW 1-2, 2002

Do grona wybitnych Polaków w okresie międzywojennym należał Józef Haller. Mówiono o nim, że był głosem sumienia, nieugiętym obrońcą prawa i sprawiedliwości, bezkompromisowym wyznawcą katolicyzmu. Taką postawę generała ukształtowała atmosfera domu rodzinnego, przeniknięta głęboką religijnością, kultem maryjnym i patriotycznymi tradycjami rodziców i kuzynów, którzy uczestniczyli w Wiośnie Ludów i powstaniu styczniowym. Został wychowany na dziełach wieszczów i pietyzmu dla powstań narodowych. Marzył o odrodzeniu Rzeczypospolitej w granicach przedrozbiorowych. Tym wszystkim, którzy zarzucali mu, że wykształcenie odbierał w szkołach z językiem niemieckim, odpowiadał, iż  zgodnie  z życzeniem rodziców chciał poświęcić się rzemiosłu wojennemu, a nauczyć się go mógł jedynie w armii austro-węgierskiej. Jego ojciec był przekonany, że pomimo heroicznego wysiłku Polacy ponosili klęski w powstaniach, ponieważ nie mieli odpowiednio wykształconych oficerów. Uznał więc, że „obowiązkiem narodowym było przygotowanie odpowiedniego korpusu oficerskiego” dla przyszłych powstańców. Dlatego też posłał synów – Karola i Józefa –  najpierw do elitarnej wyższej szkoły realnej w Hranicach, do której uczęszczali arcyksiążęta austriaccy, a następnie na oddział artylerii  Akademii Technicznej w Wiedniu. Obaj bracia zdobyli solidną wiedzę wojskową dzięki ogromnej pracowitości i wrodzonym zdolnościom. Józef już w Hranicach pełniąc funkcję instruktora, wykazał się odwagą cywilną, stanowczością i wrażliwością na poszanowanie praworządności. Kiedy gospodarz klasy odebrał mu  dzieła Adama Mickiewicza, na znak protestu przestał być instruktorem, bowiem z  Ksiąg pielgrzymstwa dowiedział się, że Mickiewicz pragnął w serca emigrantów wpoić trzy cnoty: wiarę w przyszłość i we własne siły, bezinteresowną heroiczną miłość ojczyzny oraz zgodę obywatelską. Wskazania wieszcza zapadły głęboko w sercu Hallera. Pozostał im wierny przez całe życie.

Po ukończeniu Akademii  18 sierpnia 1895 r. przez piętnaście lat pełnił służbę w 11 pułku artylerii we Lwowie i Stanisławowie. Przekonał się wówczas, że ideały, o których mówiono w szkołach austriackich, były w garnizonach deptane i poniewierane przez oficerów. Doszedł do przekonania, że prawdziwą elitę kreują wartości duchowe i moralne, a nie  slogany o honorze oficerskim. Dlatego też kiedy powierzono mu stanowisko najpierw instruktora, a później komendanta w jednorocznej ochotniczej szkole oficerskiej artylerii, przeprowadził reformę nauczania. Usunął zdemoralizowanych zawodowych oficerów ze stanowisk instruktorskich i zastąpił ich ochotnikami. Wprowadził język polski do szkół oficerskich,  nie zważając na przykrości, jakich doznawał z tego powodu od przełożonych. Argumentował, że wszystkich obowiązują uchwały parlamentu wiedeńskiego, a ten dopuszczał częściowe używanie języka polskiego w wojsku. Za uzyskanie znakomitych wyników otrzymał najwyższe austriackie odznaczenie wojskowe Signum Laudis.

Wydarzenia 1905 r. utwierdziły w nim niechęć do rewolucji tak dalece, że do końca życia pozostał zdecydowanym przeciwnikiem socjalizmu. Kiedy w 1908 r. Austro-Węgry dokonały aneksji Bośni i Hercegowiny i zezwoliły Polakom na rozwój ruchu niepodległościowego,  zwolnił się ze służby czynnej. Swoją decyzję uzasadnił w następujący sposób:

Osiągnąwszy stopień kapitana, nie mogąc się niczego więcej w artylerii austriackiej nauczyć, opuszczam ją, by w inny sposób służyć krajowi, aż do chwili, w której ojczyzna mnie będzie potrzebowała.

 Przeszedł na emeryturę w wieku 37 lat.  Rozpoczął wytężoną działalność na polu społeczno-politycznym i wojskowym. Był niestrudzonym działaczem ruchu spółdzielczego. Organizował kursy mleczarskie, rolnicze i hodowlane. Opublikował z tych dziedzin wiele cennych artykułów, upowszechniając wśród ziemian osiągnięcia Duńczyków i Szwajcarów. Wspólnie z duchowieństwem propagował wśród chłopów galicyjskich abstynencję.

 Najwięcej jednak czasu poświęcał działalności polityczno-wojskowej, współpracując ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, które od 1911 r. rozwijało ruch skautowy. Objął stanowisko instruktora wojskowego i inspektora stałych Drużyn Sokolich. Porwał młodzież rycerskim idealizmem, opartym na katolickiej kulturze polskiej, odnosząc zwycięstwo nad prądami ateistycznymi.  Pomógł Drużynom w utrzymaniu ich niezależności od sztabu austriackiego. Dzięki jego niestrudzonej kilkuletniej pracy zostały przygotowane kadry, które odegrały istotną rolę w polskim czynie zbrojnym w I wojnie światowej. Wniósł tym samym niepodważalny wkład w powstanie niepodległej Polski.

 Rok 1913 był widownią gorączkowych debat, sporów i dyskusji, dotyczących sposobów rozwiązania kwestii polskiej. Stronnictwa polityczne nasiliły propagandę, pragnąc dla swoich koncepcji pozyskać Polaków. Haller, który do żadnego stronnictwa politycznego nie należał, uczestniczył w naradzie zorganizowanej przez Konstantego Dzieduszyckiego we Lwowie z udziałem Józefa Piłsudskiego. Podczas dyskusji pomiędzy nim a przyszłym dowódcą I Brygady doszło do znamiennej kontrowersji,  co do sposobu odzyskania przez naród niepodległości.  Haller  pragnął „przygotować dla Polski dobrze wyćwiczone kadry przyszłej armii narodowej”, z którymi będą musiały się liczyć nawet państwa centralne, a nie żadne  bojówki. Piłsudski nie widział istotnej różnicy w sformułowaniach Hallera,  za najważniejsze zadanie uznał wywołanie  powstania w Królestwie Polskim. Obaj byli zgodni, że należy wykorzystać powstanie antagonistycznych paktów polityczno-wojskowych Trójprzymierza i Trójporozumienia   i dążyć do rozwoju ruchu zbrojnego.

 Plan Piłsudskiego załamał się już 6 sierpnia 1914 r. i tylko dzięki prezesowi Koła Polskiego w Wiedniu, Juliuszowi Leo, udało się uniknąć wcielenia polskich oddziałów do armii austriackiej i powołać dwa legiony: Zachodni i Wschodni. Tworzenie Legionu Wschodniego powierzono J. Hallerowi, który opracował w całości plan organizacyjny, zgromadził broń  i skompletował mundury wojskowe.

 Pod koniec września 1914 r. uległa zmianie organizacja oddziałów legionowych,  zaczęły się organizować brygady. Józef Haller został dowódcą II Brygady, która w sile 9 tysięcy ludzi otrzymała zadanie przekroczenia Karpat i oczyszczenia z wojsk rosyjskich doliny rzeki Bystrzycy. Aby się tam mogła przedostać, musiała zbudować drogę o długości 6 km przez przełęcz Rogodze. Zadanie to legioniści wykonali w ciągu czterech dni i nocy. Dla upamiętnienia tego wydarzenia  zbudowali krzyż, a legionista Adam Szania wyrył  na nim bagnetem czterowiersz:

Młodzieży Polska, patrz na ten krzyż,

Legiony Polskie dźwignęły go wzwyż,

Przechodząc góry, doliny i zwały

Dla Ciebie Polsko i dla Twej chwały

.

Po walkach na Bukowinie II Brygadę  nazwano  Brygadą Karpacką lub Żelazną. Za zwycięstwo pod Nadwórną J. Haller otrzymał od władz austriackich stopień majora, po bitwach stoczonych pod Mołotkowem i Pasieczną – stopień podpułkownika, a  po walkach  pod Maksymcem –  Order Żelaznej Korony III klasy. Po sześciu miesiącach ciężkich walk w górzystym terenie brygada została skierowana na wypoczynek do Kołomyi,  jej dowódca otrzymał stopień pułkownika, natomiast żołnierze za waleczność –  332 medale brązowe i srebrne.

W październiku 1916 r. Legiony zostały przeniesione na niemiecki obszar operacyjny. Akt 5 listopada Haller ocenił pozytywnie. Konsekwentnie stawiał na państwa centralne i z nimi wiązał nadzieję na odzyskanie niepodległości.

W słynnym kryzysie przysięgowym, wywołanym przez J. Piłsudskiego w lipcu 1917 r. Brygada Karpacka  nie uczestniczyła. Haller  pozostał lojalny wobec  Naczelnego Komitetu Narodowego i Austro-Węgier.  Jesienią 1917 r. Brygada  została przekształcona w Polski Korpus Posiłkowy i skierowana na front besarabski na Bukowinę, gdzie biła się niezwykle dzielnie.

 Rokowania brzeskie i nowy rozbiór Polski wywarły istotny i nieodwracalny wpływ na  dalszą działalność J. Hallera. 14 lutego odesłał cesarzom Karolowi i Wilhelmowi ordery – jak napisał – „z powodu haniebnej zdrady” Polski, co oznaczało wypowiedzenie posłuszeństwa Austro-Węgrom. Nie udało się, tak jak planował, bez walki  przejść z korpusem i taborami na stronę rosyjską.  Napadnięty w nocy przez nieprzyjaciela, stoczył bitwę pod Rarańczą, w której utracił tabory, ale z półtora tysiącem ludzi przedostał się na stronę rosyjską, natomiast część korpusu, zatrzymana przez Austriaków,  została internowana. Następnie prawym, południowym brzegiem Dniestru, mijając Chocim i Kamieniec Podolski, podążał na wschód. Marsz Brygady  wzdłuż Dniestru Haller określał jako wyprawę szlakiem walk Wołodyjowskiego. 6 marca  Brygada Hallera połączyła się z II Korpusem Polskim, ale nie chciała podporządkować się Polskiej Organizacji Wojskowej. Od Rady Regencyjnej, powołanej przez Niemców i Austriaków 12 września 1917 r. i uznawanej za najwyższą władzę tymczasową w Królestwie Polskim,  żądał precyzyjnych rozkazów i wyjaśniał: Wojsko polskie nie może być zależnym ani od żadnej frakcji politycznej, ani od żadnej klasy lub stanu […], ani nie może podlegać żadnym obcym mocarstwom, […] może tylko służyć sprawie całego Narodu polskiego.

  Haller starał się przebić ku większym siłom polskim, znajdującym się na północ od Ukrainy. Tereny przednieprzańskie, którymi podążał Korpus Polski, były oczyszczone z wojsk bolszewickich, ponieważ przedostały się one  za Dniepr i tam się rozproszyły, pozostawiając po sobie wszędzie ruiny i zgliszcza. Sporadycznie Korpus natrafiał na bandy bolszewickie, ale unikał z nimi walk. Obszary wolne od  bolszewików zajmowały wojska niemieckie i austro-węgierskie w ramach wykonania umów brzeskich. Niemcy użyli podstępu, wciągając polskich dowódców w pertraktacje, tak naprawdę chodziło im o zniszczenie II Korpusu. 11 maja uderzyli  z zaskoczenia, mając pawie czterokrotną przewagę.  Wywiązała się bitwa pod Kaniowem. Straty wśród Polaków szacowano na kilkudziesięciu zabitych, około 150 rannych i 1500 jeńców.  Gen. Haller z grupą oficerów i żołnierzy uratował się z pogromu. Dalsze losy II Korpusu i innych formacji  naszych na obszarze Rosji stanowią kartę zmarnowanych szans, za które ponoszą winę dowódcy i lewicowi politycy polscy w Rosji.

Podsumowując ten okres w swoim życiu, Haller stwierdził, że  jako jedyny z dowódców walczył najpierw w II Brygadzie Legionów  z Rosją w Karpatach, Besarabii i na Wołyniu, później na czele II Brygady i Korpusu Posiłkowego przeciwstawił się polityce austro-węgierskiej i niemieckiej, a po pokoju brzeskim stoczył dwie bitwy z Niemcami: w lutym pod Rarańczą, a w maju pod Kaniowem  dowodząc II Korpusem Polskim.

Bitwa kaniowska zamknęła ważny etap w życiu J. Hallera. Po wielu trudach dostał się do Murmańska, a stamtąd  do Paryża, gdzie wszedł w skład Komitetu Narodowego Polskiego. Decyzją tegoż Komitetu został przewodniczącym Komisji Wojskowej, powołanej do organizowania Armii Polskiej we Francji. Po  rozmowach i żmudnych negocjacjach z rządem i sztabem francuskim 4 października 1918 r. został mianowany naczelnym wodzem wszystkich wojsk polskich. W liście dziękczynnym do Komitetu Narodowego Polskiego napisał:

Jak dotąd nie będę miał nigdy celów innych na oku, jak tylko dobro Ojczyzny. Chcę pracować tylko i jedynie dla dobra Polski całej, której wolność, zjednoczenie, własne wybrzeże morskie i niepodległość całkowitą muszą wywalczyć i zapewnić wojska polskie.

 6 października 1918 r. przysięgał przed Bogiem, iż „gotów jest oddać życie za świętą sprawę zjednoczenia i niepodległości, bronić sztandaru narodowego i honoru oręża polskiego do ostatniej kropli krwi”. Zdawał sobie doskonale sprawę, że tylko siłą oręża i „zdruzgotaniem potęgi Niemiec  i Austrii” można będzie odebrać „Warszawę, Kraków, Wilno, Lwów, Poznań i Gdańsk”. Trzeba dodać, że pierwsza dywizja polska w połowie lipca 1918 r. wzięła udział na froncie pod Saint-Hilaire-le Grand w Szampanii. Pierwszy pułk strzelców stoczył bitwę pod Esperance a w następnych dniach ciężkie walki o las Bois de la Raquette. Ta krótka, ale bardzo zaszczytna służba bojowa dywizji  postawiła „Błękitną Armię” w rzędzie wojsk sprzymierzonych, chociaż  nie uczestniczyła ona w wielkiej ofensywie w Lotaryngii, do której była przeznaczona. Podczas zawieszenia broni jej  oddział reprezentował Polskę w defiladzie zwycięstwa pod Łukiem Triumfalnym, a gen. Haller przyjmował defiladę zwycięstwa obok generałów francuskich Focha i Petaina  oraz amerykańskich: Haiga i Pershinga   Wiosną 1919 r. „Błękitna Armia” liczyła około 100 tysięcy żołnierzy.

Po zakończeniu działań wojennych i pokonaniu wielu przeszkód wewnętrznych i zewnętrznych hallerczycy powrócili do kraju w kwietniu 1919 r. w sile pięciu pełnych dywizji, z artylerią, lotnictwem, służbą techniczną, kawalerią i taborami. Dla Hallera zakończył się najaktywniejszy, najbardziej samodzielny i twórczy okres jego życia. Doszło między nim a Piłsudskim do zatargów na tle wydawania rozkazów dla Błękitnej Armii z pominięciem jego jako dowódcy. Żądał więc od Naczelnika Państwa „ustawowego przeprowadzenia przejęcia wojsk polskich przybyłych z Francji i uregulowania ich stosunku”. Uznał za „niekorzystne i niedemokratyczne” skupienie w ręku Piłsudskiego funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa. Chociaż Hallera witały wszędzie rozentuzjazmowane tłumy, to już od samego początku dało się zauważyć, że Piłsudski nie dopuści do tego, aby armia gen. Hallera odegrała znaczącą rolę w państwie. „Błękitni rycerze”, jak ich wówczas określano, wzięli udział w walkach o granice II Rzeczypospolitej. Już w maju 1919 r. pospieszyli z pomocą Lwowowi, otoczonemu przez wojska ukraińskie. Po dwóch tygodniach walk większa część Małopolski Wschodniej znalazła się w polskich rękach. Słusznie Haller uważał, że walka Ukraińców z Polakami była inspirowana przez Niemców. W czerwcu  został mianowany dowódcą frontu południowo-zachodniego z zadaniem zabezpieczenia Śląska przed atakiem Niemiec. Hallerczycy bronili granic państwa od strony czeskiej i niemieckiej oraz wspierali powstańców śląskich, wysyłając oficerów, lekarzy, broń i amunicję oraz żywność i środki sanitarne za pośrednictwem Towarzystwa Obrony Kresów Polski. Po stłumieniu I powstania  otoczyli opieką 22 tys. powstańców: rannych i zagrożonych represjami, którzy wraz z rodzinami opuszczali Śląsk. Podczas plebiscytów prowadzili działalność propagandową na Górnym Śląsku. W odezwie do Ślązaków Haller  napisał, że „dwadzieścia pięć milionów braci niecierpliwie wyczekuje godziny swego z wami złączenia ..] głosujcie, jak Wam każe Bóg i Ojczyzna”.

Rozkazem z 2 lipca 1919 r. Piłsudski wcielił oddziały J. Hallera do wojska polskiego. W liście wystosowanym do niego 30 sierpnia Naczelnik Państwa stwierdził, że  Armia Hallera „nie stanęła u boku swoich towarzyszy broni w pierwszych czasach tworzenia się państwa, w pierwszych najcięższych walkach o całość i granice Ojczyzny”. Na ten bezpodstawny zarzut Haller odpowiedział z wielką godnością. Mając na względzie pomyślny rozwój państwa, wydał 9 września rozkaz do swoich żołnierzy, aprobując zjednoczenie. Należy podkreślić, że  Piłsudski dokonał unifikacji za cenę obniżenia wartości bojowej oddziałów hallerowskich i poznańskich, ale tym posunięciem  pozbył się konkurentów do władzy w osobach J. Hallera i  Józefa Dowbora-Muśnickiego,  zapewniając przewagę w wojsku towarzyszom legionowo-peowiackim.

Wkrótce Józef Haller został mianowany dowódcą Frontu Pomorskiego. Otrzymał zadanie przejęcia Pomorza, przyznanego Polsce traktatem wersalskim. W odezwie wydanej 21 stycznia 1920 r. do mieszkańców Pomorza  oddał im hołd „za niezłomność, hart ducha, wielkie cnoty obywatelskie, wytrwałość w twardej narodowej służbie”. Akt „zaślubin Polski z morzem” nastąpił 10 lutego 1920 r. w Pucku w obecności przedstawicieli władz państwowych, delegacji z Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch oraz miejscowej ludności. Bomba wrzucona przez Niemców do jednego z wagonów w Tczewie miała uśmiercić Hallera i polskich dostojników państwowych, ale przez pomyłkę trafiła  do wagonu z pasażerami niemieckimi, powodując śmierć wielu z nich.

1 stycznia 1920 r. Piłsudski mianował gen. Hallera wiceprzewodniczącym kapituły tymczasowej orderu „Virtuti Militari”, nadając mu order V klasy. Był to koniec poprawnych stosunków Hallera z Piłsudskim, ponieważ „Błękitny Generał” rozpoczętą przez Piłsudskiego wojnę na wschodzie, nazwał „awanturniczą wyprawą, która może grozić Polsce utratą niepodległości”. Po tym incydencie najpierw zrezygnował z dowództwa Frontu Pomorskiego, następnie udał się na leczenie, a 3 lipca został wybrany na prezesa Polskiego Czerwonego Krzyża. Okazało się, że już w trzy dni później był niezwykle potrzebny  ojczyźnie. Piłsudski powierzył mu misję tworzenia armii ochotniczej. Haller w odezwie do narodu apelował o zgodę, odwołał się do ludu polskiego, wśród którego pracował jako spółdzielca, i do młodzieży, którą porwał szlachetnymi hasłami i własnym przykładem. Codziennie o godzinie 7 rano w kościele Zbawiciela przystępował do komunii świętej, bo modlitwa wiązała go z wojskiem, którego trzon stanowił lud wiejski „wierzący i równie pobożny”, a generał wiedział doskonale, że „szczerej wspólności wiary nic nie zastąpi”. Opustoszały gimnazja, licea i uniwersytety. Wprost nadludzkim wysiłkiem zorganizował stutysięczną armię. Maxime Weygand, generał francuski, stojący na czele misji dyplomatyczno-wojskowej, która przybyła do Warszawy pod koniec lipca,  napisał o nim jako „o wodzu płomiennym i stanowczym”, wywierającym na młodzież najszczęśliwszy wpływ.

Następnie, w momencie odwrotu armii polskiej znad Berezyny i Wieprza, generał objął dowództwo frontu północno-wschodniego. Polacy ponosili klęski i w pośpiechu zbliżali się do Warszawy. Haller wziął udział w   jedenastodniowej bitwie nad Bugiem (29 VII-8 VIII), co pozwoliło opanować chaos wśród cofających się wojsk polskich, które zajęły dogodną pozycję obronną nad Wisłą. 10 sierpnia  został mianowany dowódcą frontu północnego  z zadaniem powstrzymania  bolszewickiego frontu zachodniego w składzie czterech armii, korpusu kawalerii Gaja i grupy mozyrskiej, zdążającej do opanowania Warszawy. Podczas bitwy o Warszawę 13 sierpnia główny ciężar spoczywał na 5 Armii Sikorskiego, która w czasie walk 15 i 16 sierpnia rozdzieliła 15 i 4 Armię nieprzyjaciela. Dopiero 16 sierpnia ruszyła pod dowództwem J. Piłsudskiego grupa manewrowa znad Wieprza.

Wincenty Witos napisał, że  historyczną zasługą  gen. Hallera, który w najcięższych chwilach stał obok żołnierza, „dręczonego głodem i pościgiem”, było  religijne przelanie wiary w zwycięstwo, […] „do którego się sam w wielkiej mierze przyczynił, nie reklamując tego nigdy”. Stał się symbolem nieugiętej woli obrony zagrożonej niepodległości, bo – jak napisał wspomniany Weygand – „dla Hallera Ojczyzna miała pierwszeństwo”. „Błękitny Generał” już wówczas zdawał sobie sprawę, że zwycięstwo pod Warszawą uratowało Polskę i Europę przed agresywnym bolszewizmem, za co należało złożyć hołd wdzięczności Matce Bożej Wniebowziętej. Kiedy 26 sierpnia w Politechnice Warszawskiej wmurowywano tablicę pamiątkową poświęconą obrońcom Warszawy, Haller  wypowiedział znamienne słowa: „Wola Narodu jest prawem moim”. Oddał więc  narodowi polskiemu „swoją duszę wierzącą i prawą”.

W 1922 r., po wyborze Gabriela Narutowicza na prezydenta, nastąpiło definitywne zerwanie współpracy Piłsudskiego Hallerem. Niesłusznie zarzucano Hallerowi współudział w morderstwie prezydenta. Generał ogłosił w tej sprawie list otwarty w „Gazecie Warszawskiej”, podał do sądu „Naprzód” – organ PPS i stoczył pojedynek z Marianem Kościałkowskim Zyndramem – wiceprezesem PSL „Wyzwolenie”, piłsudczykiem, który nazwał go mordercą, za co został wykluczony z Sodalicji Mariańskiej. Okazało się, że sama myśl Hallera o kandydowaniu  na prezydenta była zbrodnią w oczach marszałka, a wszelkie pomówienia o współtworzeniu przez generała atmosfery nienawiści wokół Narutowicza  znajdują się  w pracach zwolenników  Piłsudskiego.

Ocena, jaką sformułował Piłsudski o Hallerze, była poniżająca. Odmówił mu zdolności i umiejętności wojskowych, przypisał skłonność do „anarchii generalskiej, kaprysów wszelkiego rodzaju, braku prawie absolutnego dyscypliny wewnętrznej i szukania aneksów politycznych i partyjnych wszędzie”. Tymczasem było akurat odwrotnie: to liderzy partyjni, od lewej do prawej strony chcieli manipulować popularnością Hallera i wysługiwać  się jego osobą, poza Ignacym Janem Paderewskim, który w telegramie wystosowanym 17 listopada 1923 r. złożył hołd i uznanie generałowi w następujących słowach:

Zwycięskiemu wodzowi naszej armii polskiej we Francji, nieustraszonemu obrońcy stolicy i ojczyzny w chwili najgroźniejszego niebezpieczeństwa, prawemu i czystemu Polakowi.

Słowa te mówią same za siebie, a ich waga jest tym większa, że wypowiedział je mąż stanu i patriota, który  służył ofiarnie narodowi polskiemu  przez całe życie. W przemówieniu wygłoszonym w Poznaniu 24 listopada 1924 r. Paderewski wyjaśnił fanatykom partyjnym, kłamcom i oszczercom, jaką rolę w narodzie  powinna odgrywać jednostka następująco: – Tylko geniusz narodu tworzy istotnie wielkie rzeczy. Człowiek, choćby największy, aby utrwalić swe dzieło, musi się oprzeć na narodzie i na pracy pokoleń.

 Wiedzieli o tym, poza nielicznymi wyjątkami, przywódcy największych partii politycznych w czasie I wojny światowej i po jej zakończeniu, ale czy wiedzą o tym dzisiaj? Wszystko wskazuje na to, że nie. Gdyby wiedzieli, nie działaliby poza narodem ani wbrew żywotnym interesom państwa, jak to uczynił minister spraw zagranicznych  w Brukseli skracając okres przejściowy na zakup ziemi przez obcokrajowców w tajemnicy przed Sejmem i narodem.

W 1923 gen. Haller odbył swą pierwszą podróż do Stanów Zjednoczonych. Otrzymał tam jako naczelny wódz Armii Polskiej w I wojnie światowej ustanowiony przez Waszyngtona order Cincinati. Zwiedził wszystkie największe skupiska Polaków. Witany entuzjastycznie prosił Polonię o pieniądze dla weteranów z armii ochotniczej, którzy zostali pozostawieni swojemu losowi. Był przyjmowany przez wysokie osobistości życia politycznego.

Po powrocie do kraju wiosną 1924 r. dowiedział się, że Piłsudski sprzeciwił się nadaniu mu  orderu Virtuti Militari II klasy  zarzucając „tchórzostwo, ucieczkę z pola walki i zdradę stanu”. Jak zatem należy rozumieć opinię zanotowaną przez J. Zdanowskiego 18 sierpnia 1920 r.: Machnicki podjechali z Hallerem aż do takiego miejsca, gdzie naraz Haller objął komendę nad tyralierką wśród świstu kul. Szedł z laską nie przypadając do ziemi. Czyżby kłamcami okazali się Weygand i Witos? A może to J. Piłsudski  już po czterech latach nie miał wyrzutów sumienia z powodu własnego załamania, jakiemu uległ w dniach od  12 do 15 sierpnia 1920 r., rezygnując z dwóch najwyższych stanowisk w państwie: naczelnego wodza i naczelnika państwa. Pozostawił wówczas naród walczący samotnie na śmierć i życie z bolszewikami.

Po zamachu majowym gen. Haller  przeszedł w stan spoczynku 31 lipca 1926 r. Warto dodać, że po odejściu z wojska generałów Stanisława Szeptyckiego, Tadeusza Rozwadowskiego,  Lucjana Żeligowskiego i  Józefa Hallera, armia nie posiadała ani jednego generała broni na trzydzieści zarezerwowanych etatów. Nie powiodła się sanacji próba skłócenia generała ze Związkiem Hallerczyków, który przeciwstawiał się proniemieckiej polityce marszałka i piętnował zapędy rewizjonistyczne Niemców wobec Pomorza i Śląska, a nawet ośmielił się nazwać zdrajcami tych, którzy chcieliby frymarczyć polską ziemią, dlatego też władze sanacyjne utrudniały uroczystości z udziałem J. Hallera, nakładając na organizatorów kary administracyjne, obarczały Związek odpowiedzialnością za nielegalne wydawanie ulotek, wreszcie w wielu powiatach rozwiązały  jego placówki.

W 1933 r. generał na statku „Kościuszko” odbył swoją drugą podróż do Stanów Zjednoczonych, wzywany przez weteranów i inwalidów, byłych swoich żołnierzy, którym zarówno rząd amerykański, jak i polski odmówiły pomocy. Wędrował od parafii do parafii, prosząc dla nich o wsparcie. Uzyskał od Polonii przeszło 70 tys. dolarów, które zasiliły fundusz im. I. Paderewskiego.  Troszczył się o swoich byłych żołnierzy, stąd utarło się powiedzenie: „Jak bieda doskwiera, to się idzie do Hallera”.

 Należał do Akcji Katolickiej – organizacji katolików świeckich, która broniła zasad religijnych i moralnych oraz przyczyniła się do odnowienia życia katolickiego w rodzinie i społeczeństwie.

Ostro potępił gwałty zadawane przez sanację wybitnym politykom w procesach brzeskich i Berezie Kartuskiej. W 1935 r. ogłosił list otwarty Do moich żołnierzy i przyjaciół, w którym skrytykował zapędy faszystowskie i ordynację wyborczą sanacji. Stwierdził m.in.:

Polak w zdobytym własnym trudem i krwią niepodległym państwie musi się czuć dobrze i być pełnym obywatelem obciążonym nie tylko samymi świadczeniami i obowiązkami, ale również i wyposażonym pełnią praw obywatelskich. List został skonfiskowany. Haller był jednym z sygnatariuszy Frontu Morges – centrowej opozycji wymierzonej w nadużycia sanacji.  Kiedy okazało się, że Front nie scalił wszystkich organizacji opozycyjnych, a nawet był atakowany przez prasę narodową, Haller wraz z Paderewskim, Sikorskim, Witosem, Korfantym i wieloma innymi wybitnymi politykami 10 października 1937 r. utworzyli Stronnictwo Pracy. Jako prezes Rady Naczelnej SP Haller  został przyjęty przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Wręczył mu memoriał, w którym wyliczył niebezpieczeństwa grożące Polsce, mając nadzieję na nawiązanie współpracy, ale i ta nić porozumienia została zerwana, ponieważ sanacja nie chciała dzielić się z nikim zdobytą władzą, przedkładając swoje egoistyczne interesy ponad dobro narodu.

W czasie kampanii wrześniowej gen. Haller prosił o przydział wojskowy, ale nie otrzymał odpowiedzi ze sztabu. Wraz z innymi Polakami został internowany przez władze rumuńskie w Suczawie. W rządzie gen. Sikorskiego został podsekretarzem stanu. Firmował prace „Komisji dla rejestracji faktów i zbierania dokumentów”, powołanej w celu zbadania przyczyn klęski wrześniowej, a po ewakuacji rządu do Wielkiej Brytanii – został ministrem oświaty. Następnie „w misji dobrej woli” wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby zapoznać Polonię z programem rządu, prosić o pomoc dla ludności polskiej dotkniętej wojną i okupacją i poufnie przygotować rodaków za oceanem do werbunku ochotniczego do wojska polskiego. Wygłosił około 200 przemówień, w tym 60 w języku angielskim. Zebrał 50 tys. dolarów, które przekazał PCK. Konsul generalny Gruszka misję Hallera uznał za sukces, ponieważ od jego wizyty rozpoczął się proces konsolidacji Polonii amerykańskiej, rozbitej i załamanej po klęsce Polski w kampanii wrześniowej.

W okresie trzech kryzysów i wstrząsów, jakich doznawał rząd Sikorskiego, Haller był lojalny, chociaż miał zastrzeżenia do prowadzonej przez premiera polityki „faktów dokonanych” i skupieniu zbyt wielkiej władzy. Kierując resortem oświaty niezwykle sumiennie i odpowiedzialnie organizował szkolnictwo polskie na terenie Wielkiej Brytanii, starannie dobierał kadrę, utrzymywał dobre stosunki ze wszystkimi organizacjami pedagogicznymi angielskimi i państw sprzymierzonych, prowadził działalność wydawniczą. Po śmierci generała Sikorskiego przeciwstawił się kandydaturze Stanisława Mikołajczyka na stanowisko premiera. Argumentował, że jest on zbyt młodym i niedoświadczonym politykiem na tak trudny okres historyczny. Być może dlatego zabrakło potem dla Hallera teki ministerialnej w nowym gabinecie. Porażkę rekompensował czynnym udziałem w pracach Stronnictwa Pracy. Nie wrócił do kraju, chociaż stronnictwo jednym głosem zadecydowało o swoim udziale w tworzeniu „rządu demokratycznego w Polsce”, wysyłając do kraju Kazimierza Popiela, ks. Kaczyńskiego i gen. Izydora Modelskiego. Haller nie poszedł na żaden kompromis niezgodny z jego sumieniem, bo nie ufał internacjonalistom i wrogom Kościoła. Chociaż władze komunistyczne zadeklarowały mu zwrot skonfiskowanego majątku na Pomorzu, pozostał na obczyźnie. Już wówczas przejrzał obłudną grę reżimu,  ale o trafności swojej oceny  mógł się przekonać  podczas starań o odbycie pielgrzymki na Jasną Górę na zakończenie Roku Maryjnego. Władze zażądały od niego, aby najpierw złożył oficjalną wizytę w Warszawie, co  oznaczałoby aprobatę dla  ustroju, zainstalowanego przemocą przez Stalina za cenę setek tysięcy ofiar zakatowanych w więzieniach bądź zesłanych na Syberię,  ale Haller im odmówił  i do kraju nie przyjechał.

Mieszkając w Anglii, interesował się wszystkimi zagadnieniami dotyczącymi Polski.  Jako prezes PCK i przewodniczący Rady Towarzystwa Pomocy Polakom wspierał ludzi biednych i zagubionych. Od siebie i młodzieży skupionej w ruchu chrześcijańskodemokratycznym żądał wierności zasadom wiary katolickiej. Promieniował pogłębionym życiem wewnętrznym, zadziwiał jasnością umysłu i serdecznością, przyciągał skromnym stylem bycia. Ten zasłużony Polak nie dorobił się majątku. Mieszkał w domu ofiarowanym mu przez wiernych żołnierzy-weteranów ze Stanów Zjednoczonych. Ozdobą saloniku był wizerunek Chrystusa, obrazy malarzy polskich, zdjęcia kościołów krakowskich, duża fotografia o. Maksymiliana Kolbego i piękna kolekcja książek przeważnie polskich autorów. Troska o przyszłość narodu polskiego nie opuszczała go aż do śmierci. Przed skonaniem, jak napisał o. Józef Jarzębowski, wiceprowincjał Księży Marianów: resztkami świadomości cierpienia swoje ofiarowywał Bogu za wolną i na Chrystusowych zasadach budowaną Polskę.  Był zafascynowany jej dziejami do tego stopnia, że w zakończeniu swoich pamiętników zleci narodowi polskiemu do wykonania niezwykle trudne zadanie:

Naród polski, o ile ma dobrą wolę, pozostanie wiernym członkiem Kościoła Chrystusowego. Jak dawniej spełniał misję obrony wiary i cywilizacji chrześcijańskiej, musi obecnie podjąć się misji wprowadzenia zasad etyki chrześcijańskiej nie tylko w życie indywidualne i w życie rodzinne, ale także i w życie publiczne, narodowe i międzynarodowe.

Na naszych oczach toczy się niezwykła wojna, w której stawką jest nie tylko nasza wolność i nasz byt, ale i nasze zbawienie. Trwa zmasowany atak sił zorganizowanego zła na  wartości ewangeliczne, które przez  dwa tysiące lat stanowiły trwały fundament ładu indywidualnego i zbiorowego w świecie. Na pytanie, dlaczego atak jest tak niezwykle brutalny w odniesieniu do katolickiej Polski, odpowiedział na początku XX w. znakomity historyk krakowski Walerian Kalinka, przytaczając opinię pewnego wolnomularza: Nie wierzę Polakowi, choćby najzapalczywiej odgrażał się na Kościół, gdybyś poszukał znalazłbyś u niego na piersiach z pewnością jaki poświęcony medalik. Oznacza to, że wiele błądzimy, ale zerwać z Bogiem nie chcemy, i wiedzą o tym wrogowie naszej Ojczyzny i Kościoła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: